Jednorazówki
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jednorazówki. Pokaż wszystkie posty

22 lutego 2017

Mosty

Nic nie jest w porządku. Nie chcę, żeby odchodzili. Tak, nie wiem, co robić. To nie jest takie proste.
Uważacie, że nic mnie nie obchodzi. Że jestem dzieckiem idealnym, które same poradzi sobie w życiu, ma na to idealny plan. Ja też jestem człowiekiem, czasem może mi coś nie wyjść.
Czasem mam po prostu dość.
Uważacie, że odrzucam od siebie ludzi, że jestem wyrzutkiem, nie potrafię się dostosować. Ja się nie umiem bawić z ludźmi, dla mnie to nie jest zabawa. To, że wam odmawiam, jest tylko i wyłącznie moją sprawą.
Też czuję. Rani mnie to, jak mnie traktujecie, jak patrzycie na mnie z pogardą. Rani mnie to, jak mnie wykorzystujecie do własnych celów. Rani mnie też, jak źle mówicie o ludziach, których szanuję. Nie chcę was znać, skoro tacy jesteście.
Patrzę, jak wszyscy znikacie. Jedno po drugim. Obwiniam się o to, że ode mnie odeszliście. Wiem, że nie mogę nic zrobić, że spalone mosty nie dają szansy na powrót. Stoję na ich końcach, tępo wpatrując się w płonące sznury, które pękają ot tak. Muszę się spieszyć.
Bo światło tych mostów próbuje mi pomóc. Wskazać kolejne i kolejne. Wszystkie tak delikatne, że wystarczy iskra.
Ale ja już nie mogę. To za bardzo boli. Chcę tkwić w jednym miejscu. Nie mam już siły na kolejne kroki.
Tak bardzo boli.

19 listopada 2016

Dwaj Bracia

WRITE AND READ

Kolejna część wyzwania, tym razem króciusieńka. Temat oczywiście od Czytanie Naszym Życiem, która daje bardzo ciekawe motywy do napisania. Dziękuję i miłego czytania.


Zastanawiał się, gdzie jest. Księżyc leniwie wyłaniał się za chmur, oświetlając wszystko wkoło. Mógł się rozejrzeć. Wszędzie stały w równych rzędach kamienie i krzyże, jakby poustawiał je jakiś zwariowany pedant. Zaraz... Skąd znał to słowo? Co ono właściwie oznaczało? W chwilę zorientował się, że coś jest nie tak. Że nie powinno go tu być, jakkolwiek dziwne było to miejsce. Że nie powinien teraz w ogóle myśleć.
- Bracie? - głos przeszył się przez szum liści drzew. - Bracie mój! To ty? - Znał ten głos. Tak dobrze go znał, że aż zabolało go serce.
Jego rodzina. Jedyna, którą wtedy pamiętał. Którą kochał nad życie, poświęcił się dla niej, by jego dusza spoczęła w pokoju. Wszystko na nic. Nie udało się. Tak bardzo się starał!
Łzy spłynęły po policzkach. Widząc jego twarz aż zawył. Płakał tak głośno, że z daleka dało się słyszeć odpowiedzi wilków. Upadł na kolana, brocząc w błocie.
Nie udało się. Nie udało.
Spojrzał mu w oczy, gdy położył mu rękę na ramieniu. Błękitne, błyszczały od znikającego za drzewami nocnego słońca. Wybaczył mu. Wybaczył mu wszystko. I to, że wtedy zapomniał płaszcza z lasu, i to, że umarł pierwszy.
- Nie jestem godny. - Spuścił głowę. - Nie potrafiłem tego zabić. Chociaż mogłeś wtedy przeżyć, to dopuściłem do tego, że zniszczył ci twarz, pokiereszował ciało, że...
Nagle został zamknięty w mocnym uścisku. Nie pozwolił mu się więcej odezwać, tylko trzymał w objęciach, aż się uspokoił.
- W takim razie obaj nie jesteśmy godni. - otworzył usta, ale on dalej mówił. - Miałeś takie samo prawo mnie przeżyć, jak ja ciebie. A tamto coś... Było po prostu za silne dla nas obu. - Kiwnął głową dal pewności. - Mamy nauczkę.
Wstał, wyciągając dłoń. Z jego uśmiechniętych ust wyrastały potężne kły, jak u dzikiego zwierzęcia.
- Czym my jesteśmy? - Spytał, gdy już opuszczali granice cmentarza. - Tamtym?
- Nie wiem. - odpowiedział mu po chwili. - Ale czy to ważne? Jesteśmy razem i nawet śmierć nas nie rozdzieli.
- Brzmisz, jakbyś chciał za mnie wyjść. - mruknął pod nosem, nieco się wzdrygając.
- Nieee... Jak mógłbym to zrobić tym wszystkim dziewczętom! - Zaśmiał się gromko. - Uschłyby z tęsknoty za moim ciałem!
Obaj zaczęli się śmiać. Czekała ich długa wędrówka. Niekończąca się wędrówka.

1 października 2016

WRITE AND READ - czyli jak wciągam się w wyzwania

wyzwanie Czytanie Naszym Życiem

Odwlekam napisanie kolejnej części już chyba z tydzień, przepraszam. Bardzo przepraszam. Mam (jak zwykle, gdy tak piszę ^^) coś w zamian. Poznajecie "tajemniczą postać"?
Jednorazówka napisana w ramach wyzwania Ani z Czytanie Naszym Życiem.


To było takie proste. Wypić jego krew. Pozwolić, żeby całe jego marne życie tętniło w jej żyłach. Miał szkliste oczy, wypełnione złością. Jego piękne dłonie nie były w stanie muskać ciał młodych dziewcząt. Swoim głębokim, uwodzicielskim głosem nie będzie mógł ich zwodzić.
Cała się trzęsła. Ją też omotał. Pokazał jej piękny zamek, skusił sukniami i kosztownościami. Zauroczyć czułymi słówkami. Sprawić, by drżała pod wpływem jego dotyku. To naprawdę było proste.
Każdą tak prosto przekonał.
Dżentelmen.
Pan zamku.
Przystojny.
Wrzasnęła. Tak ją bolało. Ciało i serce. Szloch wyrywał jej złudną nadzieję, na to, że jeszcze się obudzi. Ścisnęła jego ramię. Krzyczała jego imię. Błagała, by wrócił, nie zostawiał jej. Co ona zrobi sama? Jak powie matce i ojcu o tym wszystkim?
Ale się nie ruszał. Stawał się coraz zimniejszy, a jego oczy coraz ciemniejsze. Martwy.
Był martwy.
Coś ścisnęło jej pierś. Mocniej i mocniej. Straciła czucie w palcach. Nogi już dawno przestały boleć od klęczenia. Przestała płakać. Przestała oddychać. Wiedziała, co się teraz stanie. Poczuje to, co on czuł kiedyś. Usłyszy głos. Szepty. Wołania.
Dreszcze przeszły jej przez cały kręgosłup. Gorąco uderzyło od ziemi, zimno od okna. Coś próbowało jej dotknąć. Uniosła dłoń, układając ją w znak, który pokazały jej towarzyszki kochanka. Ciepło i zimno zawirowały, tworząc silny poryw wiatru. Uderzał jej w twarz, szarpał za włosy.
- Brawo. - Odwróciła się gwałtownie, przerywając więź z wiatrem. - Stałaś się Wiedźmą. Niezwykłym, czystym człowiekiem.
- Czego chcesz? - odwarknęła. Nie prosiła widowni.
Postać zdjęła kaptur. Miała piękne, czerwone oczy. Uśmiechnęła się, podchodząc do pieca kaflowego. Mruknęła coś pod nosem, a ogień buchnął, rozjaśniając wszystko wokół.
- Wiesz kim był? - Wskazała na ciało. Dziewczyna pokręciła głową. - Inkub, imienia nie pamiętam, ale był ważną osobistością w naszym świecie.
- Był potworem.
Przez chwilę mierzyły się spojrzeniami. Nie potrafiła sprostać tym przenikliwym oczom. Przewiercały na wskroś, zmuszały do uległości. Bała się. Bardziej niż potwora, którego tamta nazwała inkub. Odwróciła głowę.
- Na pewno mówił ci, jak działają jego sztuczki. - Potwierdziła skinięciem głowy. - A wiesz może, jak rozpaliłam kominek?
Czajnik, który wcześniej postawiła, zaczął gwizdać. Widziała kątem oka, jak szepcze pod nosem. Ogień zgasł.
- Kawa czy herbata? - spytała, unosząc dwie szklanki.
- Herbata. - powiedziała, nie chcąc na nią spoglądać.
- Moja magia jest całkiem prosta. - Zalała wrzątkiem torebki. Zapach herbaty rozniósł się wokół. - Ja po prostu z nią rozmawiam, tak jak każdy magiczny. - Wiedziała kim są magiczni od trupa, podobnie jak wszystko o magii. - Chociaż jest między nami niewielka różnica. Magiczni, którzy się owymi magicznymi urodzili, całkiem naturalnie porozumiewają się z dostępną dla nich mocą. Nie muszą się zastanawiać, jak stworzyć ten czy inny twór. - Wcisnęła jej szklankę w dłoń. - Wiedźma musi się uczyć, czarować, wypowiadać odpowiednie słowa, żeby ułaskawić krążący wokół mistycyzm. Jeżeli jej się uda, to stara się go bardziej kontrolować. - Uniosła dłoń, pokazując znak, który wcześniej próbowała stworzyć nad jego ciałem. Wiatr słuchał się jej, zamieniając się w mały wir powietrzny. - Magia jest kapryśna i złośliwa, lubi płatać figle każdemu, kto nie jest z nią obeznany. - Zacisnęła palce w pięść, niszcząc wir. - Dlatego bycie wiedźmą, wiecznie czystym człowiekiem, jest takie niezwykłe. - Uśmiechnęła się do niej promiennie, pokazując długie kły. - Herbata smakuje?
- Tak. - szepnęła. - Smakuje.

18 września 2016

Bo Kocham Czytać

Kiedyś, w odległym miasteczku była sobie dziewczynka. Nienawidziła czytać, była to dla niej katorga. Wypożyczała tylko te książeczki z obrazkami. Lubiła oglądać obrazki. Historyjki był zbyt proste i nudne, by je czytać. Myślała, że po prostu tak miało być.
Któregoś dnia, kiedy została sama w domu, zaczęła wyjmować różne ciekawe rzeczy z szaf i szafek. Była ciekawską istotką, więc zajrzała również na półkę z książkami.
Zapomniałam wspomnieć, że jej mama lubiła kryminały. Na półce stało duuużo kryminałów. Miały nudne okładki, zostawiła je w spokoju. Były też atlasy i encyklopedie dla dzieci. Przeglądała je tysiące razy, ich też nie ruszyła.
Gdzieś z boku stała samotnie beżowa książeczka. Była cieniutka, mogła mieć obrazki - pomyślała i wzięła ją do ręki. Na okładce narysowany był brzydki rudy kotek z torebką. Nawet, jeśli był brzydki, to rudy. Taki sam jak ona.
Otworzyła ją i od razu się zawiodła. Nie było obrazków. No cóż - zamknęła książkę - chociaż zobaczę, o czym jest. Przewróciła na rewers ze zdjęciem autorki i króciutki tekstem opisującym początek historii.
Oczy jej zabłysły.
Kotek nie był kotkiem. Znaczy, kiedyś był kotkiem, ale został człowiekiem! W końcu odmiana od Maryś na wsi i piesków biegających za motylkami. Zaczęła czytać.
Nie pamiętała, kiedy nastała noc, kiedy zostało jej już tylko parę stron, kiedy jej mama wróciła do domu. Miała przed oczami załamanego Tobiasza, zapartą Minu i całe mnóstwo kotów wraz z kombinującymi ludźmi. Była tak zafascynowana historią, że nie zauważyła jej końca. W jej myślach toczyła się wciąż i wciąż przez kolejne dni.
Nawet kiedy czytała inne książki, chodziła do szkoły, to zawsze przeżywała w głowie przygody rudej kotki i jej pana. Po jakimś czasie w jej świecie pojawiły się inne postaci.
Harry, Hermiona i Ron.
Percy, Magnus, Bogowie.
Eragon.
Geralt.
Im więcej czytała, tym większy stawał się jej świat. Więcej bohaterów, krain, przygód.
Uwielbia w nim przebywać, uwielbia rozmawiać z jego mieszkańcami. Teraz opowiada mi historię swojego życia. Cieszy się, że kiedyś nie lubiła czytać, bo teraz ma więcej do przeczytania.
Kocha czytać
 I tak jak ona opowiadała mi tą historię, tak ja opowiadam ją wam.
Bo kocham czytać.

***

Napisane w przypływie weny, specjalnie dla Jadwigi z Zajęczej Nory. Chociaż moja historia nie jest szczególnie ciekawa to bardzo, ale to bardzo chciałam się nią z wami podzielić.


21 stycznia 2016

Wróciłem

Cieszył się z tego wyjazdu. Jego Przyjaciel zabrał go na wycieczkę autem. Daleko, nie rozpoznawał okolic, do których się wybrali. Przyjaciel uśmiechał się do niego, proponował zabawę w lesie. Z radości prawie się na niego rzucił. Śmiali się.
Zatrzymali się na przerwę. Z ulgą przywitał zapach drzew, nie przepadał za jazdą samochodem. Wyskoczył i pobiegł pod najbliższe drzewo. Usłyszał trzask drzwi i pisk opon. Odwrócił się.
Samochodu nie było.
Zignorował powiew przygody, zaczął biec za pojazdem. Krzyczał do Przyjaciela. Krzyczał, żeby tamten się wrócił, że zapomniał o nim. Bardzo szybko się zmęczył. Szedł. Płakał. Samochód Przyjaciela dawno się ulotnił, ale podążał dalej, wzdłuż drogi. Inne auta mijały go, żaden się nie zatrzymał.
Zaczęło robić się zimno. Trząsł się, nie miał już siły ruszać kończynami. Niebo pokryło się iskrzącą czerwienią. Buchał kłębami pary. Zatrzymał się. Na chwilkę, zaraz zacząłby znowu iść. Tylko odpocznie. Tylko troszeczkę.
Śnieg padał.

Czuł Jego obecność. Nie mógł się pomylić, nie po tylu trudach, jakie przeżył. To On. Zawył, przyspieszając do galopu. Gałęzie trzaskały pod jego naporem, ptaki zrywały się z gałęzi.
Znalazł Go, był blisko. Podekscytowanie wypełniło jego ciało. Płonął. Słyszał Jego kroki, szybki oddech. I zapach.
Ten sam, który napawał go nadzieją przez ostatnie lata, ten sam który go zostawił na pastwę losu.
Widział już Jego drobne ciało. Czyżby wtedy był aż tak mały?
Zwolnił. Wyrzucił tylne łapy trochę dalej. Odbił się od przewróconego drzewa. Ten, którego tak dawno nazywał Przyjacielem, przewrócił się. Wyrzucił gardłowe warknięcie.
Usłyszał Jego wrzask. On próbował wyrwać się spod jego ciężkich łap. Płakał, chyba też się zmoczył. Kiedy zbliżył swój najeżony ostrymi zębami pysk, przestał się ruszać.
W końcu widział jego twarz. Usłaną strachem. Zaśmiał się, Jego ciało wzdrygnęło, zaniosło się łkaniem.
- Hej, to ty, prawda? - powiedział ludzkim głosem.
- Proszę, nie rób mi krzywdy, proszę! - załamał mu się głos - proszę!
- Zanim cokolwiek zrobię, zadam ci jedno pytanie. - Warknął krótko. - Pamiętasz tą małą kulkę, co wyrzuciłeś na ulicę? - Oczy, mimo, że załzawione, powiększyły się Mu do rozmiarów talerzy. - Wróciłem.

Jęki bólu rozeszły się po lesie.

3 czerwca 2015

Ja & Ja

Co chcesz zrobić?
Zabić. Najpierw tą starą kobietę, bo będzie jęczeć.
Jak?
Nóż w krtań. Potem rozgniotę jej twarz butem. Rozleję na nią żrący płyn. Zostawię ją tak.
Kto następny?
Pierwszą z brzegu postraszę nożem.
Spójrz jej w oczy.
Strach. Kwitnące przerażenie. Dławi w sobie wrzask.
Co dalej?
Schowam nóż. Rozejrzę się. Zabiorę plecak. Włączę muzykę w komórce, słuchawki do uszu i wyjdę.
A jak ktoś cię zatrzyma?
Cios łokciem w oko.
Jest silniejszy.
Kopniak w splot słoneczny. Ucieknę mijając tych nadbiegających.
Policja.
Wyskoczę przez okno. Potem przez ten wysoki mur. Jak najszybciej do parku. Potem przez łachę i nad Wisłę.
A potem?
Będę szła na południe wzdłuż wału. Tylko szybko, bo mogą mnie złapać. Dojdę do Parchatki i ukryję się w lesie.
Nie masz moralności.
Tobie zaś brak siły. Ale jesteś inteligentna. I pięknie piszesz.
A ty rysujesz. Dobrze też oceniasz sytuację. Dlaczego się rozdzieliłyśmy?
Bo się mnie boisz. Przerażam cię. Przerażają cię ludzie, którzy dowiedzą się, jaka naprawdę jesteś.
Ten chłopak.
Tak. On miał podobnie. Ale było coś w nim nie tak.
Nie wierzyłam mu. Coś kazało mi mu nie ufać.
Ale dalej go słuchałaś. Bo mówił mądre słowa. Pociągał cię swoją osobowością.
Czego ja wtedy dominowałam?
Bo byłaś pierwsza. Ja w tamtym czasie spałam. Obudziłam się niedawno. Najpierw w myślach.
I wtedy obudził się mój strach.
Tak.
Tolerowałam twoją obecność. Aż w końcu...
Obie dzielimy i ciało, i umysł. Współpracujemy ze sobą. Jesteśmy..
Dwoma wariantami tej samej osobliwości. Bogowie, co ja zrobiłam!?

11 lutego 2015

Taisza

Dawno nic nie wstawiałam, więc zaczęłam szukać w swojej ogromnej szufladzie pełnej rysunków i opowiadań czegoś ciekawego i w miarę krótkiego. Wiecie, co znalazłam?Opowiadanie z podstawówki, opowiadanie o smokach. Ach, wspomnienia wracają...Ale szkoda, że jest w sumie niedokończone. Cóż, może (czytaj: raczej mi się nie uda) je dokończę, kto wie.

***


© Anonim jest tylko wtedy dopuszczalny, gdy piszący go rzeczywiście jest nikim.
Maira Gall